. . .

Czym jest decentralizacja w kryptowalutach?

Rafał avatar
Rafał   2024-02-06 11:22

Często pewnie słyszałeś, że Bitcoin działa w sposób zdecentralizowany. Co to oznacza i dlaczego jest kluczowe na rynku kryptowalut? Czy tylko Bitcoin jest zdecentralizowany? Jak rozpoznać decentralizację lub jej brak? Na te i inne pytania postaramy się znaleźć odpowiedź w tym artykule.

węzły

Dla wielu osób słowo decentralizacja nie oznacza nic więcej niż pustego sloganu reklamowego, który można wykorzystać tworząc projekt, aby się wzbogacić poprzez rynek kryptowalut. Warto jednak wiedzieć, że brak decentralizacji poddaje pod wątpliwość cały sens istnienia kryptowalut, zarówno w rozumieniu sieci blockchain jak i w rozumieniu tokenów. Realnie poddaje pod wątpliwość istnienie tego rynku, w przeciwieństwie do wyimaginowanych tyrad o "braku wartości".

W tym artykule pochylimy się nad tym czym jest decentralizacja, co się na nią składa, dlaczego jest ważna i jak ją rozpoznawać oraz oceniać. 

Artykuł oryginalnie opublikowany 13.10.2021 roku i zaktualizowany 6.02.2024 r. Jak żaden inny na Blokpres, nie stanowi porady inwestycyjnej, ani żadnej innej.

Czym jest decentralizacja w kryptowalutach?

W przypadku kryptowalut decentralizacja jest to brak centralnej władzy, która podejmuje wszystkie decyzje dotyczące działania sieci oraz steruje tą siecią wedle własnego uznania. Bitcoin i inne kryptowaluty są sieciami nie tylko zdecentralizowanymi, ale i rozproszonymi, czyli posiadają węzły na całym świecie. 

Na to czy system jest zdecentralizowany składa się wiele elementów, o których często w ogóle się nie mówi. Od typowego podejmowania decyzji dotyczących zmian w sieci, przez to ilu jest uczestników konsensusu, aż po same wymagania techniczne. Mnogość czynników sprawia, że ciężko jednoznacznie określić decentralizację projektów i ustanowić jakiś jeden wyznacznik. Co prawda istnieją próby ukazania decentralizacji w liczbach, takie jak Nakamoto Coefficient, ale żadne nie są doskonałe.

Decentralizacja jest ważna dla każdej sieci kryptowalut. Nie bez powodu jednym z pierwszych słów, jakie znajdziesz na pierwszej stronie dowolnego projektu będzie „decentralized”. W wielu wypadkach jest to tylko reklama, co nie zmienia faktu, że wiele sieci startuje w sposób scentralizowany, ale realnie dąży do decentralizacji.

Po co jest decentralizacja?

Decentralizacja jest potrzebna po to, aby każdy mógł korzystał z sieci na własnych warunkach, ale i jasno określonych zasadach, weryfikować ją oraz zachować pełne prawo do wykorzystania swoich środków wedle własnego uznania, bez próśb o pozwolenia lub obawy o zakazy i blokady. Dodatkowo opuszczenie takiej sieci jest tak proste jak dołączenie do niej i nikt nie może ani jednego, ani drugiego zabronić.

Mało zdecentralizowane ekosystemy mogą zostać łatwo ukształtowane pod dyktando kilku osób lub organizacji i być cenzurowane. Możliwość dołączenia do procesu walidacji (czyli własny węzeł) zwiększa bezpieczeństwo całej sieci oraz bezpieczeństwo użytkownika, ponieważ pełny węzeł niezależnie weryfikuje stan łańcucha bloków.

Zwiększa to odporność na manipulację, pojedyncze punkty awarii i cenzurę oraz zapewnia otwartość, przejrzystość i uczciwość sieci. Decentralizacja minimalizuje element zaufania do systemu. Wszystko można sprawdzić, a środkami finansowymi zarządzać samemu, bez oczekiwania na akceptację pośredników lub obawy o blokady.

Kto i jak decyduje w decentralizacji?

To, że nie ma jednostki podejmującej decyzje nie oznacza, że nikt tych decyzji nie ma prawa podejmować. Decentralizacja jest demokratyczna. To znaczy, że jeśli w systemie głosowań, który jest np. zaprogramowany w protokole, większość podejmie jakąś decyzję, zostanie ona zaimplementowana, nawet jeśli część się na nią nie zgadza.

Głosowania zaimplementowane w protokołach, to w wielu wypadkach zaledwie część oficjalna. Cała dyskusja odbywa się poza siecią, np. na forach, konferencjach, czy poprzez media społecznościowe i blogi, które opisują potrzebę zmian i ich wpływ, itp. 

Następnie, w zależności od modelu, w jakim działa dana sieć, odbywa się głosowanie bezpośrednio na łańcuchu lub uczestnicy danej sieci decydują jaką stronę obierają już podczas aktualizacji oprogramowania, które w przypadku kontrowersyjnych pomysłów lub radykalnych zmian (albo po prostu czyjegoś "widzimisię"), mogą doprowadzić do rozwidlenia łańcucha znanego jako hard fork. Oznacza to, że część węzłów wspiera łańcuch “oryginalny”, a część (lub większość) przechodzi na alternatywną jego wersję ze zmianami.

W przypadku Bitcoina działa właśnie taki system, a skutki jego działania mogliśmy najbardziej odczuć w 2017 roku gdy powstawał Bitcoin Cash. W przypadku nowszej aktualizacji o nazwie Taproot zostało to lekko zmienione na “sygnalizację” górników.

Decentralizacja nie oznacza więc braku zmian i aktualizacji. Nie oznacza też, że nikt nie może nad projektem pracować, wręcz przeciwnie, każdy może nad nim pracować i brać udział w głosowaniach.

Im więcej osób pracuje nad rozwojem danej sieci lub angażuje się w niego poprzez głosowania na łańcuchu, tym bardziej sieć jest zdecentralizowana.

Bitcoin jest dobrym przykładem zmian oprogramowania, które kończą się podziałem sieci, ale inne projekty mogą się ulepszać lub zmieniać poprzez głosowania on-chain.

Głosowania i wybory są elementem konsensusu społecznego dotyczącego danej sieci, czyli uznania i podążania z tymi zmianami, które uważamy za odpowiednie lub przyjęcia do wiadomości, że większość takich zmian chce (lub zmian nie chce).

Fundacje?

Blockchain musi działać bez CEO. Jest to podstawa decentralizacji i coraz ważniejszy punkt w rozumieniu prawa. Każdy projekt posiada jakiegoś założyciela/pomysłodawcę, a na początku działania musi posiadać jakieś stałe wsparcie programistyczne i rozwojowe. W końcu kryptowaluty to nic innego jak oprogramowanie. 

Fundacje lub firmy badawczo-rozwojowe zostają zakładane właśnie w takim celu i nie są niczym złym, o ile nie mają jedynego głosu w sieci, który utrzymują przez zbyt długi czas.

Niestety ten “początkowy” etap często trwa bardzo długo, a fundacje przyznają sobie ogromne kwoty tokenów, co oznacza w wielu przypadkach pełną kontrolę, zwłaszcza że sieci wykorzystują mechanizm Proof of Stake oraz zarządzanie on-chain, w którym ilość tokenów decyduje o wpływie na sieć i jej bezpieczeństwo.

Jak więc rozpoznać czy w kwestii podejmowania decyzji projekt jest zdecentralizowany? 

Musi mieć dobrze zaimplementowane zarządzanie, niezależnie od tego czy jest to zarządzanie on-chain, czy off-chain. Musi mieć dużą społeczność zaangażowanych w rozwój, prace i głosowania użytkowników, zwłaszcza w te kluczowe głosowania oraz sporą bazę programistów. 

Projekt może posiadać fundację, ale jej wpływ powinien być jak najmniejszy, podobnie jak jej władza.

Warto też pamiętać, że każdy może założyć firmę i wspierać dany projekt lub wykorzystać do tego celu już istniejącą firmę, fundusz, czy bank. To nie oznacza, że jest on scentralizowany, a wręcz przeciwnie. Im więcej organizacji udziela wsparcie, edukację i zachęca do budowy, także finansowo, tym lepiej dla projektu.

Jednak społeczność zawsze powinna móc odrzucić propozycję fundacji, co często nie ma miejsca, ponieważ zainteresowanie siecią i jej rozwój jest zapewniony tylko krokami podejmowanymi przez jedną firmę. 

Można więc twierdzić, że projekt jest scentralizowany, ponieważ za rozwój odpowiada jeden  zespół, albo uznać, że robią to najlepsi, a ich pomysły są dobre dla sieci, więc nie są kwestionowane. Punkt widzenia zapewne będzie zależał od tego co uważamy o danym projekcie.

Niezależnie od wszystkich szczegółów, fundacja i żadna inna firma (niekoniecznie musi to być zespół założycielski) czy nawet osoba, nie może też kontrolować większości tokenów, węzłów, ani mocy w przypadku systemów POW. Grozi to nie tylko atakami, ale także konsekwencjami prawnymi dla całej sieci, które mogą zostać obrane za cel. Rząd może w takim wypadku wymusić pewne działanie (np. cenzurę).

Decyzje to nie wszystko

No dobrze, ale decyzje podejmowane przez większość uczestników sieci to dopiero jedna ze zmiennych składająca się na decentralizację. 

Uczestnikami sieci są operatorzy węzłów, górnicy i stakujący, którzy oddają swój głos w ręce jednego lub kilku uczestników. Użytkownik, który tylko wysyła transakcję i kupuje NFT nie ma żadnego wpływu na to, czy sieć jest zdecentralizowana.

Jak już wiemy decyzje w zdecentralizowanych sieciach są podejmowane przez większość. Jednak wiele zależy również od tego, ilu jest tych uczestników. W przypadku Bitcoina nie znamy dokładnej ilości węzłów, ponieważ nie muszą się one ujawniać oraz mogą dowolnie opuszczać i dołączać do sieci. Dane pokazują, że w BTC jest ponad 16000 węzłów, o których wiemy i które widzimy. 

Jeśli chodzi o Ethereum posiada ono ponad 7000 węzłów, czyli 2 razy mniej niż Bitcoin, ale czy mniej oznacza mało? Do odpowiedzi na to pytanie jeszcze przejdziemy. 

Ważne, aby wiedzieć, że nie każdy węzeł to górnik POW lub walidator POS biorący bezpośredni udział w konsensusie.

Konsensus

Sieć każdej kryptowaluty składa się z węzłów, czyli komputerów, które muszą dojść do porozumienia w sprawie tego co jest poprawne, a co nie. Jako że nie istnieje żadna instytucja nadzorująca działanie kryptowalut, te węzły muszą z góry wiedzieć, co jest poprawne i działać, nawet jeśli część z nich (zazwyczaj maksymalnie 33%) oszukuje. 

Konsensus i jego mechanizmy określają zasady. W przypadku ich braku lub wadliwości może dojść do ataków na sieć i oszustw. Zasady kierujące każdą z kryptowalut są bardzo ważne, ponieważ określają również stopień decentralizacji. Im więcej górników lub aktywnych walidatorów tym większy poziom decentralizacji. Jeśli bloki dodaje lub weryfikuje garstka, a sieć jest już tak duża, że bez ogromnych inwestycji nie można uczestniczyć w konsensusie, decentralizacja się zmniejsza i ogranicza. Czasem jest też tak, że tylko wybrani mogą brać udział w konsensusie i jest to już jasny przejaw centralizacji. 

Tworzenie i dodawanie bloków to jeden z procesów. Bardzo ważny, ale nie jedyny. Weryfikacja tych bloków jest równie istotna i spoczywa na węzłach, które w konsensusie nie uczestniczą. 

W sieciach PoW bezpieczeństwo nie zależy od liczby górników, a ich mocy. W sieciach PoS od ilości zablokowanych tokenów. Decentralizacja zależy od równomiernego podziału tej mocy/stawki na wiele podmiotów.

Próg wejścia

Wyobraź sobie projekt, który ogłasza się zdecentralizowany i dostępny dla wszystkich. Problem w tym, że aby brać aktywny udział w konsensusie potrzebujesz, np. zainwestować w tokeny o wartości 200... milionów dolarów. 

Absurdalnie wysoki próg wejścia ogranicza użytkowników sieci do „łaski” najbogatszych. Z drugiej strony, nie można też przyjąć zasady: "albo mogę postawić węzeł na procesorze od lodówki, albo nie ma decentralizacji". Decentralizacja powinna dać możliwość udziału każdemu, kto chce uczestniczyć aktywnie w sieci, ale próg wejścia $5000, mimo że mniej zdecentralizowany niż $200, nadal jest dostępny dla milionów ludzi.

Im wyższy koszt, tym mniejsza decentralizacja. W systemach gdzie występuje delegacja, decentralizacja nadal może być wysoka, ze względu na ustawienia sieci takie jak np. ograniczanie maksymalnego limitu tokenów na węzeł (choć to prowadzi raczej do stawiania większej liczby węzłów przez tych samych uczestników), zwiększanie świadomości użytkowników poprzez delegację do mniejszych węzłów i brak nakładania ograniczeń co do liczby aktywnych uczestników konsensusu (lub wysokie ograniczenia).

Pamiętajmy też, że walidatorzy to nie jedyne węzły, jakie są w sieci, podobnie jak górnicy to jedyne węzły w sieciach PoW, choć to oni mogą niekorzystnie wpływać na bezpieczeństwo.

Próg wejścia nie ogranicza się jednak tylko do początkowej inwestycji, ale i późniejszych.

Wysoka decentralizacja oprócz niskiego progu inwestycji powinna też mieć niski próg jeśli chodzi o utrzymanie węzła i pozwalać w miarę szybko dołączyć do sieci. Rozmiar łańcucha Bitcoina to około 550 GB. Ten rozmiar cały czas rośnie i będzie rósł. Nowi uczestnicy sieci muszą więc ściągnąć na swój komputer 550 GB danych, aby w ogóle zacząć.

Przy rosnącej prędkości Internetu nie stanowi to dziś jednak dużego problemu, choć należy pamiętać, że różne łańcuchy bloków generują różne ilości danych, które trzeba fizycznie pobierać i wysyłać, jeśli chce się samemu weryfikować sieć od A do Z lub uczestniczyć w konsensusie.

Samo pobranie łańcucha bloków to jednak dopiero początek. Każdy blok BTC posiada 4 MB limitu danych i pojawia się co około 10 minut. W sieciach szybszych może to być np. 4 MB, ale co 10 sekund, a nawet więcej i znacznie szybciej. Taki blok trzeba pobrać i przesłać dalej, przy niskiej prędkości lub rosnących rozmiarach mogą zacząć pojawiać się problemy, ale nie z przepustowością transakcji, a fizyczną przepustowością sieci. Duże rozmiary mogą prowadzić do hard forków, problemów z konsensusem, czy większą ilością bloków „Orphan”.

Duże bloki nie tylko wymagają większej szybkości Internetu, ale i mocniejszego sprzętu, który musi te dane przechować i przetwarzać, a to prowadzi znów do mniejszej decentralizacji.

Zawsze jakiś sprzęt i połączenie z Internetem będzie wymagane, im mniejsze, tym większa możliwa decentralizacja co nie znaczy z kolei, że droższy sprzęt i wyższe wartości transferu Internetu całkowicie eliminują decentralizację. 

Jeśli w sieci, która wymaga mocnego sprzętu, dobrego Internetu i dodatkowo zakupu jakiejś liczby tokenów (POS), jest 2000 różnych walidatorów, to raczej można uznać, że jest ona “wystarczająco” zdecentralizowana. Pewnie jakieś 2000 razy bardziej zdecentralizowana niż jakakolwiek firma, bank czy dostawca usług.

Podobnie sprawa wygląda z kopaniem Bitcoina, które z każdym dniem jest coraz mniej zdecentralizowane. Można kopać albo w puli, albo inwestować dziesiątki milionów. Nawet kopanie w puli wymaga dziesiątek tysięcy złotych inwestycji, dla wielu osób nieosiągalnej, co nie oznacza, że tysiące górników na całym świecie to mało i nie ma decentralizacji w BTC, a takie głosy się pojawiają…

W erze, gdzie dostęp do technologii, jak i sama technologia rozwija się i tanieje, z czasem można zwiększać wymagania, ponieważ koszt przechowania 1 GB danych stale maleje, podobnie jak koszty i dostęp do Internetu i lepszej jakości sprzętu. Zawsze można też dołączyć do puli.

Działanie i wpływ pul na decentralizację to ciekawa sprawa, ale dość rozbudowana. Krótko musimy ją jednak poruszyć. Pula składa się z wielu uczestników i choć to ona w krótkim terminie decyduje o tym co robi i jak oraz jasne jest, że należy unikać gromadzenia zbyt dużej mocy (lub stawki) w jednej puli, to nadal jest “pula”. Połączone środki wielu uczestników, którzy w każdej chwili mogą zmienić delegację swojej mocy lub stawki.  

Płynny staking to nieco inna historia, ponieważ zależy od dokładnego działania takiego rozwiązania i ile tokenów zostało przekazane danemu projektowi. Centralizuje on jednak bardziej niż delegacje.

Oprogramowanie

Oprogramowanie, to coś, co bardzo często jest ignorowane, lub po prostu użytkownicy są nieświadomi jego znaczenia, a przecież całe kryptowaluty to oprogramowanie. W tym wypadku chodzi o to, jaki klient jest stosowany przez węzły sieci i ile jest tych różnorodnych klientów (klient, czyli wersja aplikacji Bitcoin, Ethereum, itd. zainstalowana na komputerze).

Stosowanie jednego klienta jest bardzo ryzykowne, ponieważ ewentualny błąd w jego kodzie może się skończyć źle dla sieci - przestojami, a nawet masowym slashingiem. Sytuacje błędów i przestojów, a nawet reorganizacje bloków już występowały w Ethereum, czy choćby… Bitcoinie (nie reorg, ale błędy tak).

Ethereum w kwestii różnorodności oprogramowania radzi sobie całkiem nieźle. Do ideału brakuje sporo, ale świadomość rośnie. Bitcoin jest niemal całkiem zdominowany przez oprogramowanie Bitcoin Core.

Wpływ dystrybucji tokenów

Inwestorzy, fundusze, VC, aż wreszcie sam zespół projektu. Niemała ilość tokenów może znaleźć się w rękach małej liczby osób. Czy ma to jednak wpływ na decentralizację? 

Tutaj wiele zależy od dystrybucji tych tokenów i tego, jaki mają wpływ na sieć. Największy wpływ zła alokacja tokenów może mieć na cenę, jednak jeśli duża ich liczba od razu trafi do tych podmiotów, to oczywiście ma to wpływ również na decentralizację, zwłaszcza że tokeny służą właśnie do przegłosowywania zmian w protokole i udziału w konsensusie. 

Nawet relatywnie mała liczba tokenów może mieć wpływ na wyniki głosowania z jednego prostego powodu - większości użytkowników zarządzanie i udział w głosowaniach nie interesuje. Jest to dość naturalne i taka sama sytuacja dotyczy choćby rynku akcji, ale niektóre projekty krypto i propozycje zmian w nich, potrafią angażować dużą część społeczności. 

Początkowe przyznanie sobie zbyt dużej części tokenów jest sporym problemem startujących nowych sieci POS. 

Decentralizacja w kryptowalutach nie jest zero-jedynkowa

Ktoś może powiedzieć, że decentralizacja jest albo jej nie ma, jednak (w moim rozumieniu) jest kompletnie inaczej.

Decentralizacja może przybierać różne wielkości. Może być mała, średnia, duża lub w ogóle nie występować. Żaden projekt nie jest całkowicie zdecentralizowany i nigdy nie będzie, bo to by oznaczało, że każdy człowiek na planecie ma swój węzeł, dzięki któremu komunikuje się z siecią, a najlepiej jeśli bierze udział w konsensusie... 

Jeśli projekt posiada np. 10000 węzłów na całym świecie, które działają w zgodzie z konsensusem, jest mniej zdecentralizowany niż projekt, który ma ich 15000 węzłów, ale bardziej niż ten z tysiącem. Wbrew temu co jednak wielokrotnie usłyszycie, nie oznacza to, że 1000 walidatorów oznacza brak decentralizacji. Taka decentralizacja jest po prostu mniejsza, niż mogłaby być. To, że X nie jest tak zdecentralizowany jak Y nie oznacza, że w ogóle nie jest. 

Są projekty bardziej i mniej, ale nadal, zdecentralizowane. Istnieje jednak też pewna granica. Teoretycznie można powiedzieć, że projekt posiadający 7 węzłów, po 1 na każdym kontynencie jest zdecentralizowany, ale czy na pewno? Tak niska decentralizacja, nawet jeśli istnieje, jest zbyt mała, aby można było powiedzieć, że w ogóle zachodzi, przynajmniej w rozumieniu i skali kryptowalut. 

Decentralizację należy mierzyć uwzględniając wiele czynników. Nie ma jednego idealnego wyznacznika, natomiast istnieją pewne pomocne wskaźniki, które pozwalają ocenić bezpieczeństwo danego systemu, oczywiście zakładając pewne rzeczy. Jednym z nich jest wspomniany już przeze mnie Nakamoto Coefficient.

Czy decentralizacja jest najważniejsza w kryptowalutach i czy kogoś obchodzi?

To jak bardzo kogoś obchodzi jest sprawą subiektywną, natomiast sama decentralizacja jest absolutnie kluczowa dla kryptowalut. Bez niej, sens istnienia całego tego rynku właściwie nie występuje, ponieważ nie różniłby się właściwie niczym od istniejących, "zwykłych" baz danych, które nie wymagają tokenów, nagród, zachęt, opłat, czy konsensusów. 

Decentralizacja i to, co oferuje (brak pozwoleń, cenzury, dostęp, otwartość, weryfikowalność), stanowi główny sens istnienia kryptowalut, jeśli więc projekt nie spełnia zbyt wielu punktów decentralizacji, jego sens jest i powinien być podważany. Nie musi być od razu spisany na straty, o ile realnie dąży do decentralizacji. 

Na szczęście, wiele największych projektów w różnym stopniu jest zdecentralizowana i należy samemu ocenić, czy przeszkadza nam to, że X ma mniej węzłów niż Y. 

Węzły Bitcoina sprawdzają transakcje i poprawność bloków wysyłanych przez górników, jednak to górnicy biorą aktywny udział w konsensusie. Zarówno górnicy jak i węzły są potrzebne, ponieważ niepoprawnego bloku węzły nie przyjmą, ale przy porównywaniu wielkości decentralizacji warto zwrócić uwagę co i do czego porównujemy. Czasem zdarza się, że pełne węzły BTC są porównywane do walidatorów biorących aktywny udział w konsensusie i zarabiających nagrody, a są to dwie różne rzeczy.

Bardzo często mówi się też o delegacji jako systemie bez decentralizacji. O ile decentralizacja w takich systemach potrafi być znacznie mniejsza, tak zależy to już od projektu. Czy możliwość delegowania i dowolnego re-delegowania do 130 walidatorów kontrolowanych przez różnych członków systemu jest scentralizowana? Nie, jest mniej zdecentralizowana niż 400, co nie zmienia faktu, że decentralizacja jest w takim systemie nadal wysoka. 

Prawda jest taka, że większości osób decentralizacja po prostu nie obchodzi. Widać to najlepiej po udziale w głosowaniach lub delegacjach. Większość delegując lub kopiąc, skupia się na krótkoterminowych zyskach, nie na udziale w decentralizacji i jej rozwijaniu, co jest zrozumiałe. 

W końcu kryptowaluty są jednak rynkiem finansowym i jak wszystkie inne aktywności na tym rynku, na samym końcu, celem każdego uczestnika (lub znacznej większości) jest zarobek, czasem minimalizacja kosztów działania, a więc również zarobek. 

Podsumowanie

Mam nadzieję, że dowiedziałeś się czegoś więcej na temat decentralizacji z tego artykułu. Wpływa na nią mnóstwo czynników, nie tylko liczba węzłów, dystrybucja tokenów, próg wejścia czy konsensus.

Ocena projektu pod tym kątem wymaga przeanalizowania wielu rzeczy, również nieopisanego głębiej w tym artykule wpływie mechanizmu konsensusu, samego działania każdego z konsensusów, czy ilości kopii łańcucha. Wielokrotne powielenie jest również bardzo ważne.

To czy decentralizacja jest dla nas ważna, zależy tylko i wyłącznie od nas. Wiele kryptowalut podchodzi do decentralizacji w „dość luźny” sposób, ale to, że dany projekt nie jest aż tak zdecentralizowany jak jakiś inny projekt, nie oznacza, że w ogóle nie jest. 

Indywidualne podejście nie zmienia jednak faktu, że decentralizacja to kluczowy aspekt działania kryptowalut i fundament ich oferty. Bardzo możliwe, że będzie też takim w ocenie rządów i sądów, gdy będą padać różne decyzje dotyczące tego rynku i poszczególnych projektów w przyszłości.

Decentralizacja dla większości jest nieistotna. Dopóki nagle, w pewnej sytuacji nie okaże się, że jednak była istotna…

 

Popularne